WSPOMNIENIE O AUTOBUSIE „CHAUSSON”

W zburzonej Warszawie, gdzie z przedwojennego taboru autobusowego zachowało się osiem sztuk autobusów, m. in. jeden francuskiej marki „Somua”, a ludzi wożono, pofrontowymi ciężarówkami i furmankami, niespodziewanie pojawiły się nowoczesne autobusy francuskiej firmy „Chausson”. Identyczne jak te obsługujące Paryż i w ogóle Francję (nota bene sprowadzane wraz ze słynnymi citroenami BL11 – „traction avant” – dla Urzędu Bezpieczeństwa i trolejbusami Vetra, za polski węgiel). Tak to w czasach stalinowskich pojawiło się coś niezwykłego. Było to wydarzenie tak ważne, że mieszkańcy powiadamiali się o tym radosnym fakcie „a po ulicach jeździ hałson”. Jak widać francuskie słowo zrazu sprawiło pewne trudności – poprawna wymowa to „szosą”. W końcu jednak ustaliła się spolszczona wymowa szoson.

Chenard-Walcker

Początkowo były to autobusy starszego modelu APH47, zwanego przez Francuzów – z racji wysuniętej maski silnika „nez de cochon”, czyli świński ryj (model ten został sprowadzony z Belgii przez miłośników i jest w trakcie renowacji). Były to autobusy będące rewelacją światową tamtych czasów. Produkcja została rozpoczęta w roku 1942, co warto zestawić z historią Polski. Następnie (52 jest to rok zmiany) zaczęły nadchodzić autobusy zmodernizowanego modelu APH521 o nowoczesnej, harmonijnej sylwetce i wygodnych siedzeniach. Były to pierwsze w Europie autobusy o nadwoziu samonośnym, co w owym czasie pozwalało na maksymalne możliwe – ze względu na wał napędowy – obniżenie podłogi. Problem ten zawsze był zasadniczy w autobusach miejskich. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, kiedy machałem przez otwarte okno w takt kierunkowskazów ramieniowych w czasie objeżdżania wierzb w miejscu po pomniku lotnika na placu Unii Lubelskiej przez autobus linii 107 (linia ciągle przebiega przez Chełmską). Nie wiedziałem co oznacza ten ozdobny płot ambasady radzieckiej, wzdłuż którego wspinał się on Spacerową.

Rozstrzelony schemat nadzwozia chaussona

Autobusy były wyposażone w charakterystyczny teleskopowy drążek związany ze składanymi drzwiami, który zapewniał kierowcy widoczność na prawą stronę nawet w tłoku. Mógł być on opierany o gniazda na słupku za kierowcą oraz – dla umożliwienia wyjścia – na desce rozdzielczej. Podobny zainstalowano w ostatniej serii ikarusów montowanej w Warszawie (w niektórych z nich), zamiast niewygodnej poręczy z pogiętą i podrapaną rurą w przednich drzwiach, którą montują sobie kierowcy. Jest to ewidentne, choć niekonsekwentne wspomnienie po chaussonie: ktoś chciał zrobić porządnie. Dowodzi to, że dobre wzorce zdarzają się i w historii, choć zostały zarzucone.

Ikarus z drążkiem typu chausson
Teleskopowy drążek typu chausson zastosowany w montowanych w Polsce autobusach Ikarus.

Chaussony na ponad dwadzieścia lat stały się głównym elementem warszawskiego krajobrazu, a tym samym i licznych kręconych tu filmów (np. seria z panem Anatolem), dzieł literackich („Zły” Leopolda Tyrmanda) i plastycznych („Autobus” Bronisława Linkego, gdzie był symbolem zniewolenia polskiego społeczeństwa). Ryczący chausson z powieści “Zły” (“Gonią na chaussonie. Na pewno milicja w środku”) przypomina mi chwilę, gdy autobus linii 102, którym jechałem zabrał z przystanku kobietę potrąconą przez poprzedzającego ikarusa. Z pasażerami i trąbiąc głośno przejechał on ulicą Świętokrzyską od Pałacu Kultury do szpitala dziecięcego przy ulicy Kopernika. Czerwony autobus z piosenki Szpilmana to był w mojej wyobraźni chausson oczywiście.

Warszawskie chaussony były wtedy wypożyczane na wycieczki, kiedy to wstawiano do wnętrza krzesła biurowe: tak odbyłem pierwszą szkolną wycieczkę do Palmir jako uczeń pierwszej klasy – w 1960 roku. Dwa czerwone autobusy pomykające przez las pozostały na zawsze w mej pamięci. Wycofywane z normalnej eksploatacji egzemplarze stawały na ulicach jako baraki lub – wyposażone specjalnie – objazdowe ekspedycje zielonych linii. Robiono też z nich pojazdy pogotowia technicznego (brak zdjęcia!). Osie kierowane kasowanych chaussonów były stosowane w skonstruowanych w Warszawie pierwszych polskich przegubowcach.

Jeszcze około roku 1970. spotykałem pojedyncze autobusy tej marki na linii 158. Do dziś pozostało po nich wdzięczne wspomnienie kierowców – jeden z nich przysyłał mi swoje uwagi aż z Niemiec, gdzie mieszka – i mechaników, a także warszawiaków, nawet jeśli nie są miłośnikami komunikacji miejskiej. Jedyny zachowany egzemplarz – przekazany w stanie sprawnym przez zajezdnię Inflancka, który występował w filmie – niszczeje w fabryce Norblina oczekując na pieniądze na restaurację. Autobus do dziś nosi szatę przystosowującą go do roli w filmie, jaką zagrał w połowie lat 70. udając przedwojennego chevroleta ewakuowanego w 1939 r. jak większość warszawskich autobusów! Być może wtedy zniknął jego znak fabryczny z bocianimi skrzydłami i zderzak z szerokich płaskowników.

Autobus Chausson w Norblinie
Jedyny chausson warszawski u Norblina (Muzeum Techniki).

Na konstrukcji tej wzorowano się w Polsce przy konstruowaniu autobusu San H-01, chcąc gonić tendencje światowe. Miały one podobną kompozycję nadwozia z charakterystycznymi trzema oknami na ścianie tylnej i oknem przednim składającym się z trzech płaskich szyb. Konstrukcja ta dopuszczona przedwcześnie do produkcji okazała się jednak zbyt słaba i nie dorównała chaussonowi. Niewydolna gospodarka tamtych czasów cofnęła się ogłaszając decyzję polityczną, że tylko konstrukcja ramowa (jelcz na licencji czeskiej i san H-100) może zapewnić wytrzymałość adekwatną do maksymalnych obciążeń, jakie wtedy występowały. Cofnięcie się w rozwoju ogłoszono jako sukces. Pamiętają to szczególnie wyższe osoby, które musiały podróżować tymi autobusami pod klapą wentylacyjną i kucać, by zobaczyć za zaparowanym oknem, gdzie są.

Założona w 1907 roku firma braci Chausson – Société Anonyme des Usines Chausson [spółka akcyjna zakładów Chausson], była głównym producentem elementów blaszanych, a przede wszystkim chłodnic, wymienników ciepła i nadwozi dla przemysłu motoryzacyjnego Francji. Prace nad skonstruowanie chłodnic lotniczych, przy współpracy słynnej Eskadry Bocianów zaowocowały umieszczeniem skrzydeł bocianich w znaku fabrycznym. W roku 1945 doznała rozkwitu w związku z produkcją nowoczesnego autobusu, rozpoczętą w czasie okupacji. W jego prospekcie napisano: specjalne zamówienia zostały już zrealizowane dla ważnych przedsiębiorstw w Paryżu, Warszawie, Ankarze, Budapeszcie, Kairze, Casablance, Kopenhadze, Fezie, Hadze, Liége, Luksemburgu, Recife, Saõ Paulo itd. W swoim czasie miały opinię tanich, co wynikało tak z samonośnego nadwozia, jak i przystosowania do ruchu miejskiego autobusu międzymiastowego. Firma współpracowała później w konstruowaniu kabin polskich samochodów ciężarowych Star 200. W otwartych drzwiach komory silnikowej zepsutych – stojących na warszawskich ulicach – berlietów można było zauważyć chłodnice tej firmy.

Mimo pojedynczych kół tylnych (to charakterystyczne rozwiązanie przetrwało w autobusach francuskich do dziś), autobusy znosiły bardzo dobrze warszawskie przeciążenia, gdzie w otwartych drzwiach wisiały „winogrona”. Ludzie czepiali się nawet rynienki nad oknami tylnymi, którą trzeba było usunąć. W prospekcie reklamowano te koła jako przyczynę zwrotności na wąskich drogach lub w górach.
Autobusy „Chausson” są widoczne na licznych zdjęciach z lat czterdziestych-siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Szczególnie na pocztówkach przedstawiających Rynek Nowego Miasta utrwaliło te autobusy obsługujące zlokalizowany tam kraniec ówczesnej linii 125 i 144 kilku fotografów. Jak widać na zdjęciach towarzyszyły one odbudowie miasta.

Oba modele chaussonów
Oba typy chaussonów na Rynku Nowego Miasta (linia 125).

O wartości tych autobusów może świadczyć los 14 sztuk jeżdżących krótko w Szczecinie. Na podstawie odgórnej decyzji zostały one „zwrócone” do Warszawy.
Firma braci Chausson, zasłużonych dla francuskiego przemysłu motoryzacyjnego dawno już nie produkuje autobusów – mimo świetnego poziomu konkurencja okazała się tańsza. Swoje istnienie zakończyła w 2006 roku, w stulecie istnienia. W Asnières pod Paryżem, gdzie się mieściła główna siedziba, pozostała po niej ulica Braci Chausson (des Fréres Chausson). Jej dokumenty zostały przekazane do archiwum państwowego.
W internecie jest kilkanaście witryn poświęconych “złotym czasom chaussona”. Wielu francuskich miłośników studiuje ich historię, a nawet stara się restaurować zachowane egzemplarze. Fascynuje elegancki i niecodzienny znak fabryczny: napis CHAUSSON (pod koniec produkcji wycofany) na tle rozwiniętych skrzydeł – umieszczony tak na ścianie przedniej, jak i na bokach pojazdu. Wielu zastanawiało się co znaczą napisy wytrawione w szybach “issue de secours” (wyjście bezpieczeństwa – dziś powszechne w autobusach z racji międzynarodowej normy, ale w języku miejscowym). ORYGINALNYM ROZWIĄZANIEM BYŁO UMIESZCZENIE ŚWIATEŁ STOP POD DOLNĄ KRAWĘDZIĄ OKIEN, CO PO OKRESIE ZWALCZANIA, ZOSTAŁO ROZPOWSZECHNIONE JAKO ROZWIĄZANIE AMERYKAŃSKIE.
Mało kto wie, że autobusy te były produkowane też w wersji trzydrzwiowej i z podwyższonym dachem, a także jako trolejbusy. Taki właśnie chausson był pierwszym wozem transmisyjnym Telewizji Polskiej. Chaussony jeździły w komunikacji międzymiastowej i niektórych miastach w Polsce. W Warszawie pojawił się też pojazd trzydrzwiowy, co było wtedy nowością, stosowaną tylko w trolejbusach. Niewygodne autobusy Mavag zamieniono z PKS na chaussony właśnie.
Chaussony miały towarzystwo w postaci mawagów, jelczy i ikarusów. Był to jednak zawsze krok wstecz: ramowa konstrukcja lub silniki podpodłogowe zmusiły do podniesienia podłóg znów. Tak polityka wpłynęła na wygodę pasażerów. Widocznie chciała to nieudolnie odrobić przez zakup licencji na berliety podobnie niedopracowanych jak sany choć z istotnie – dzięki silnikowi z tyłu – obniżoną podłogą.

Chaussony przebiły dopiero konstrukcje współczesne, w tym znane w Europie polskie niskopodłogowe solarisy, także w wersji trolejbusu. Tu trzeba podkreślić, że tylko nadwozie samonośne może być nieskopodłogowe, więc jest to konstynuacja myśli firmy Chausson. Nic natomiast nie przebiło teleskopowego drążka (widoczny na zdjęciach) związanego ze zdalnie sterowanymi drzwiami, gdy są one za wąskie w stosunku do przeciętnej szerokości człowieka. W nowych autobusach stosuje się rozwiązanie stosowane w krajach, gdzie połowa przednich drzwi jest przeznaczona dla płacących kierowcy za przejazd wsiadających przodem: otwieraną tylko w jedną stronę bramką. Kończy się to blokowaniem otwierania połowy drzwi przednich przez przedsiębiorstwa komunikacyjne lub samych kierowców i montowaniem niechlujnie powyginanych i podrapanych rur zagradzających. A wystarczyłby tylko drążek teleskopowy typu chausson – jak w tych nielicznych ikarusach, aby wejście było wygodne i estetyczne, a kierowcy nikt nie zasłaniał.

Podobnie jak francuski Chausson także węgierski Ikarus nie produkuje już autobusów, choć obie te marki zasłużyły się dla Warszawy, Polski, a nawet świata. Każda w swojej epoce. Na dzisiejszych pocztówkach trudno też zobaczyć dzisiejsze autobusy. A szkoda, bo pojazdy komunikacji miejskiej to część krajobrazu miasta i jego historii.

Charakterystyczne jest, że ta wybitna konstrukcja była jakby niezauważana przez polskich fachowców, którzy pisali o niej, jak o każdej innej, po to aby wreszcie zacząć wmawiać ludziom, że „nie ma to jak konstrukcja ramowa”. Nawet w monumentalnym dziele Samochody od A do Z chaussony są wymienione tylko przy okazji opisu lamp. Przeniosło się one na czasy obecne: chausson nie został podobno uznany za eksponat wielkiej wagi przez Muzeum Techniki i po likwidacji ekspozycji w fabryce Norblina został wywieziony do Chlewisk. O jego restauracji nic nie słychać, a na wszelkie zwracanie uwagi na niego odpowiedzią jest milczenie.
Habent sua fata libelli… Można nawet nazwać ulicę “Autobusu Chausson”. Nie mylić z Ernestem Chaussonem – francuskim kompozytorem dzięwiętnastowiecznym, ani z firmą produkującą pojazdy kempingowe.

Tablica bezpiecznikowa.
Moja oryginalna tabliczka ze schematem bezpieczników.

RATUJMY CHAUSSONA!!!! TO JEST ZABYTEK TECHNIKI I WARSZAWY!!!

Rafał Wodzicki

3 myśli na temat “WSPOMNIENIE O AUTOBUSIE „CHAUSSON”

  1. Dziś dzień konserwatora. Kilka lat temu kolejny raz zwracałem uwagę dyrektorowi Muzeum na los wielkiego zabytku (techniki, historii Polski) jakim jest autobus Chausson APH52. Od tego czasu nic na ten temat nie słyszałem. Autobus był oddany do muzeum w stanie dobrym.

    Polubienie

  2. Świetna wiadomość: dyrektor pamięta, że trzeba chaussona restaurować. Czekamy. Przy okazji: okazuje się, że gwoździem do trumny dla firmy Chausson był nowy model – dalekobieżny AN. Bardzo żałuję, że wtedy nie kupiliśmy tanio licencji na model dotychczasowy, który miał już dojrzałą odmianę miejską (w Polsce jeden taki był jako pierwszy wóz transmisyjny telewizji). Dach podniesiony i szerokie drzwi. Oczyma wyobraźni widzę taki jako Jelcz. Zakłady w jelczu by znacząco przyspieszyły, zamiast cofać się w konstrukcje ramowe. Mógłby też robić część odmian Sanok. A tak to Saviem, który przejął chaussona wygasił konkurencyjne modele. Szkoda!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s