Parkowanie na chodniku stało się przyczynkiem do chamstwa

Jest takie przysłowie – daj kurze grzędę, a kura: jeszcze wyżej siędę. I tak się zachowują kierowcy samochodów od czasu, gdy w czasach słusznie minionego ustroju zezwolono na parkowanie dwoma kołami chodnikach. Trzeba było zostawić 1,5 m dla pieszych. Samochody ciężarowe (ponad 2,5 tony) nie miały prawa wjeżdżać na chodnik, choćby żeby go nie zniszczyć. Od takiej grzędy się zaczęło. Chodziło o zwiększenie ilości miejsc parkingowych oraz o to, żeby polepszyć przelotowość ulic przez usunięcie samochodów stojących z pasa ruchu. O ile w czasach ustroju totalitarnego kierowcy nie próbowali za bardzo testować policji pod nazwą milicja, o tyle przemiany 1989 roku spowodowały wybuch wolności, czyli samowoli i lekceważenia przepisów oraz innych ludzi, co nawet ich nie stać na „brykę”. Często zresztą tak postępują osoby, które często zmieniają swoją rolę: kierowcy bywają kierowcami, rowerzystami itp.

Eksploatacja samochodów i ulic stała się swego rodzaju bałaganem, a także przyczynkiem do chamstwa. Samochody wjeżdżały coraz dalej, a ciężarówka łamiąca czasem płyty nie jest już rzadkością. Kierowcy zaczęli uważać, że na chodnika trzeba wjeżdżać zawsze, nawet gdy nie ma żadnego ruchu na jezdni. Wjeżdżali coraz dalej, tak, że często piesi musieli wychodzić na jezdnię, nie mogąc się wcisnąć między samochód i równoległe ogrodzenie. Na zwróconą uwagę kierowcy odpowiadają najczęściej grubym słowem, a czasem też rękoczynami, twierdząc, że chodnik to”dodatkowy parking” i że żadnego przepisu o 1,5 m dla pieszych nie ma. Tak to są oni nauczani przez instruktorów nauki jazdy, a także przez całkowity brak reakcji na takie zachowania ze strony straży miejskich i policji.

Oto otrzymana relacja warszawska na temat opisywanej sytuacji:

>Raz zareagowałem. Ustąpiłem miejsca wjeżdżającemu na mnie samochodowi, a gdy mnie mijał, schyliłem się trochę, aby zobaczyć dokładnie twarz kierowcy. Ten zatrzymał się wtedy, otworzył drzwi i powiedział, „Zaraz ci, kurwa, przypierdolę”. Po czym wysiadł z samochodu, uderzył mnie pięścią w głowę i odjechał. Zdołałem jednak zrobić mu zdjęcie komórką i poszedłem na policję. Tam najpierw w ogóle nie chcieli ze mną rozmawiać. Przyjęli zgłoszenie dopiero po interwencji telefonicznej w Komendzie Stołecznej. Wszczęli dochodzenie i nawet przesłuchali łobuza. Nie chcieli jednak mnie przesłuchać ponownie po upływie 7 dni, kiedy przestępstwo stało się czynem ściganym z urzędu, a nie z oskarżenia prywatnego. Miałem zdiagnozowany wstrząs mózgu, ale ponieważ nie byłem w stanie zmusić policji do przyjęcia do wiadomości tego faktu, to prokurator umorzył dochodzenie. Po takim doświadczeniu pytam więc tylko, jak jeszcze można zareagować na takie chamstwo. <

Dać kurze grzędę
Fot. Express Ilustrowany (Łódź): taka sytuacja nie jest wcale rzadka. Tu akurat na łódzkich Bałutach, ale przecież to jest normalka w każdym mieście, gdzie kierownicy eksploatacji nie potrafią nią kierować, bo nie mają właściwych kompetencji. Jakim trzeba być cynikiem i niechlujem zmuszając innych ludzi do chodzenia po błocie nieraz… Tu widać, że takie sytuacje mają miejsce stale. Trawnik jest zdeptany przez pieszych.

I jeszcze druga – własna i też z Warszawy:

>Oto na sąsiedniej ulicy, za nasze pieniądze stoi samochód ciężarowy lekki Mercedes pomarańczowy z takąż lampą na dachu. Stoi zajmują całą szerokość chodnika przy podstacji. Tam siedzi trzech panów i zajadają tłuste kiełbasy. Na oburzenie, że samochód na chodniku, a pieszy musi po jedni, pan zatrudniony za nasze podatki odrzekł: SPADAJ ŻŁOBIE JEDEN. Po ponad godzinie pan poprawił miejsce postoju, pozostawiają szerokość jednej płyty (0,5 m), na która wystaje lusterko. Oznacza to, że pan w ogóle nie wie, że na chodnik półtorametrowej szerokości nie należy wjeżdżać. Potem okazało się, że panowie przyjechali sprzątać ul. Sąsiednią Ulicę. Ja rozumiem, że z taką firmą umowa zostanie rozwiązana, gdyż nie spełnia ona podstawowych warunków służby miejskiej. W przyszłości też będą lepiej formułowane wymagania, jak np. szanowanie kodeksu drogowego i ludzi.<

A przecież zjawiska te dotyczą także innych zjawisk: chodzenia po ścieżkach rowerowych, przejeżdżania pędem rowerem przez grupy ludzi na chodniku, jeżdżenia wózkami z dziećmi po jezdni, czy ścieżce rowerowej itp. Próby zwrócenia uwagi takim ludziom powoduje co najmniej lekceważenie, a często wykwity chamstwa, także u kobiet-matek, które tak wzruszająco wnoszą podobno lepsze do życia….

Straże miejskie są niejednokrotnie atakowane za to, że zajmują się niewłaściwymi sprawami. Jak one mają jednak zwalczać takie zjawiska, jeśli same w ogóle sobie robią parking z chodnika w czasie sjest? Znaczy, że nie znają kodeksu drogowego i w ogóle zasad eksploatacji! Nie potrafią im tego zaszczepić zarządzający! Niestety, ale policja też zachowuje się niejednokrotnie podobnie. Biorą pieniądze od nas za dopuszczanie do rozrostu złych zjawisk skierowanych przeciwko nam! Wszyscy zapomnieli po co zezwala się (w Polsce, bo w różnych krajach jest różnie) na parkowanie dwoma kołami na chodniku i jak ma ono wyglądać. Etyka, kultura i szacunek dla drugiego człowieka to tylko pojęcia książkowe. Nie można jednak porzucać tak stworzonego systemu: trzeba go obsługiwać i reagować na niewłaściwe zjawiska i to natychmiast.

Rafał Wodzicki, ekspert eksploatacji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s