Woda to naprawdę majątek

Nagłe zainteresowanie tym, że Polska ma mało wody (jak Egipt!!!) oraz pustynnieniem naszego kraju dodało się do sprawy ocieplenia klimatu, z czym się naturalnie łączy. Tym razem było o pustynnieniu Łódzkiego. Zastanawiać się należy jak do tego doszło, że w takiej sprawie budzimy się znów z ręką w nocniku. Oczywiście wiadomo, że są też naturalne wahania klimatu, ale przecież nie od dziś wiemy, że z wodą jest naprawdę kiepsko. W Arktyce niby się topi i kawały wiecznego lodu spadają do morza, a tu – okazuje się, że Skierniewice wysuszyło tak, że zabrakło wody w kranach. Jest kryzys zupełnie nieśmieszny.

Przypominam sobie, że problem stepowienia Wielkopolski był opisany w podręczniku do geografii za tej wstrętnej komuny (tatuś wydawał takie!). Zapadło mi to w pamięć, jak widać i to bez bicia. Ostatnio też otrzymałem link do Polskiej Kroniki Filmowej z tamtych lat, gdzie pewien profesor mówi o ociepleniu klimatu. No więc gdzie się ta wiedza podziała? Ja rozumiem uwarunkowania partyjne, ale jednak trzeba było nad tym pracować. Nie zrobiono wiele. Co najwyżej tamę we Włocławku (miała być kaskada) i dalej nikt się nie przejmował brukowaniem wielkich połaci terenu miast, gdzie i tak domy zasłaniają grunt w znacznym stopniu. Retencja wody w mieście to 10%, a na wsi 90%. Taka jest skala problemu, a my jeszcze sobie pogarszamy. Przecież do chodzenia na ogół wystarczy chodnik 1,5 lub dwumetrowej szerokości. Bywa, że taki starcza i dla rowerów (zawsze należy pamiętać, że ważne jest jak się jeździ, a nie gdzie). Tymczasem nawet przy remontach odbudowuje się chodniki wielometrowe, po których nikt prawie nie chodzi, a często nawet samochody tam nie parkują. Wielkie place się brukuje tak, żeby cała woda spływała do kanalizacji. Wielu zresztą widzi tylko ten problem: żeby kanalizacja była sprawna. Tymczasem nie jest ona zaprojektowana na wydarzenia ekstremalne. Pamiętamy powódź wrocławską w 1997 r.

Ostrów Piaskowy we Wrocławiu mógł spłynąć wraz z powodzią 1997 r. Krótko przed nią naprawiono obmurowania z okazji wizyty Papieża. Biały budynek biblioteki był siedzibą dowództwa obrony Twierdzy w 1945 r.

W ostatnim czasie z powodu upałów ustawia się urządzenia rozpryskujące wodę dla ochłody – na środku takich brukowanych chodników. Tymczasem np. stowarzyszenie Michałów w Warszawie słusznie zauważyło, że przecież obok są usychające rośliny. Można by tą samą wodą je podlać.

Można też było zobaczyć japońskie urządzenie: na spłuczce w toalecie pokrywa jest jednocześnie umywalką i wyłapuje wodę od mycia rąk do spłuczki. Podobnie braki wody występują np. w Ameryce. Mieszkańcy są zmuszeni do gromadzenia brudnej wody do spłuczek właśnie. Tymczasem można to ująć w estetyczną technologię, jak ta japońska umywalka. Ile wody się marnuje tylko wobec braku konieczności czy też takiej technologii. Do spłuczek stosuje się przecież wodę zdatną do picia dzięki wielkiej pracy włożonej w jej oczyszczanie. Jednocześnie wylewa się masy zabrudzonej takiej wody po praniu czy kąpieli. Czyż nie jest to absurdalne?

To o marnowaniu wody. Ale jest też druga strona medalu dzisiejszych przemian klimatycznych. Brukowanie (kamieniowanie) przestrzeni miejskich oznacza też, że jedyną drogą odpływu wody deszczowej jest kanalizacja. Opady są rzadkie, ale kilkanaście minut ulewy powoduje powodzie miejskie, jak np. w Gorzowie Wielkopolskim. A zjawiska ekstremalne będą coraz częstsze: krótkie ulewy następują po suszach. Ilość dni z temperaturą ponad 30 stopni wzrosłą w ostatnich 50. latach ponad trzykrotnie. Ekstremalne zjawiska będą codziennością. Bezśnieżne zimy bezpośrednio powodują brak wody. Od dawna nie ma roztopów wiosennych. I jednocześnie fala wezbraniowa po ulewach na południu Polski, jak ostatnio na Wiśle budzi obawy, a jednocześnie nie wiadomo jak tę wodę zatrzymać. Pokazuje się pasjonujące zdjęcia jak wpływa ona do morza. Gorzej, że to morze umiera – także na skutek braku wlewów wody z Morza Północnego.

Czy jesteśmy w stanie zatrzymać te zmiany? Ludzie wiedzą, że one zachodzą, ale gorzej jest z przeciwdziałaniem. Chodzi zarówno o emisję gazów cieplarnianych, ale też o konstruowanie systemów zapewniających retencję wody na maksymalnym poziomie. Wymaga to spojrzenia systemowego. Brak działań przyczyni się do gwałtownych zjawisk społecznych. Migracje z zalewanych terenów lub pozbawionych wody terenów będą oczywistością. Już mamy z nimi do czynienia w mikroskali.

Woda, która jest głównym składnikiem nas samych jest naprawdę majątkiem ważnym w eksploatacji wszystkiego. Panowanie nad nią w każdym względzie to cała wiedza.

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

(tablica upamiętniająca powódź wrocławską na znanej mi ulicy Traugutta)

Jedna myśl na temat “Woda to naprawdę majątek

  1. Mimo naprawdę alarmistycznych publikacji nadal mało kogo obchodzi woda jako majątek…. Zaskoczy dopiero gdy ludzie się zaczną o nią zabijać. Wtedy będą się ludzie awanturować, że nie chcą żadnych migracji w kierunku „ich” resztek wody.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s