Dlaczego z „dyskusji” z urzędami wszelkiego typu nic nie wynika?

Dzisiaj odpowiadający mi urzędnicy Zarządu Transportu Miejskiego lubią mnie zbywać np. tym, że nazwy pętli nie oni nadają, ale że są one zgodne z Miejskim Systemem dez-Informacji. Ma z tego wynikać, że wszystko jest fajnie, tylko ja jestem jakimś idiotą, który nie rozumie. Urzędnik taki (także jego kierownicy) nie rozumie, że eksperta można weryfikować za pomocą ekspertów przynajmniej na tym samym poziomie. Na pewno nie za pomocą przypadkowych urzędników, którzy nie mają żadnej wiedzy, prócz biurokratycznej, a na pewno żadnego samokrytycyzmu. Próbuje sobie nadawać kompetencje wyższe, w myśl zasady, że każdy obniża poziom do swojego. Nie podlega to żadnej kontroli za strony przełożonych, którzy rzadko kiedy są w stanie dać pracownikom tę wiedzę. Wszelkie odwołania wtedy nie mają sensu.

Kultura korespondencji czy innej wymiany myśli wręcz wymaga wypowiadania się na temat i szanowania interlokutora. Trzeba stosować jakąś argumentację, która wymaga wiedzy o przedmiocie. Trzeba wiedzieć czego się nie wie, co w ogóle jest wyznacznikiem eksperctwa. Ale jak to zrobić skoro obniżono poziom do swojego, bo przecież nie ma się wiedzy, a tylko stanowisko decydenckie? Odpowiedź na krytykę jest ten sam tekst z inną pieczątką, co jest po prostu bezczelnością.

Jeśli by kto myślał, że takie rzeczy dotyczą tylko zwykłych instytucji, jak wyżej wymieniona to się myli. Otóż tak się zachowuje też wymiar sprawiedliwości, który z natury rzeczy ma weryfikować zaistniałe sytuacje, w tym korespondencję i pisma procesowe. Jak ma weryfikować, skoro nie potrafi ocenić najprostszych spraw, takich jak źle zredagowana nazwa sądu czy też psucie Miejskiego Systemu Informacji na budynkach sądowych. Kierownik eksploatacji sądu po prostu nie ma pojęcia o tym co robi, a sędziom to widzącym jest wszystko jedno.

W tym kontekście nie dziwi zachowanie części rządu, czyli ministerstw. Jedni piszą, żeby już do nich nie pisać, bo nic nie mogą, drugi przesyła do trzeciego, w ogóle nie dbając o załatwienie sprawy, a trzeci przemilcza paraekspertyzę w ważnej sprawie. Przemilczanie to stary numer, stosowany zawsze po tym, gdy bzdurna odpowiedź zostanie zakwestionowana przez eksperta. Po prostu nikt nie umie tam argumentować na poziomie, bo nie rozumie o co chodzi. Nie umie odpowiedzieć, więc zachowuje wyniosłem milczenie. Albo się dasz zatkać byle czym, albo odwal się, bo my tu sobie urzędujemy (za twoje pieniądze – idioto naślemy na ciebie skarbówkę po to, żeby móc więcej takich idiotyzmów robić).

Dopisywanie ręczne zwrotów typu Szanowny Panie i z poważaniem, które wzorowane jest na zwyczajach przedwojennych i tym ludziom wydaje się, że są uprzejmi i kulturalni… Jakże ktoś bez urzędu jak ten pseudoekspert (kto mu pozwolił nim być?) może tak niegrzecznie kwestionować nasze kwalifikacje? Nie wiedzą, że m. in. kultura polega na odpowiadaniu na temat i posługiwaniu się argumentacją fachową, anie na spławianiu interlokutora byle czym. Ale skot się siedzi w byle czym to jak poznać jak ma być? Taka piosenka była: Ja to się cieszę byle czym…

Na co dzień jest stosowana propaganda jak komunistyczna, odwołująca się do ludzi nie rozumiejących zbytnio o co chodzi. Tak zaprawieni potrafią wręcz atakować eksperta, który jest traktowany jako przeszkoda. Zamiast zadowolenia, że się ma dobrą wiedzę na temat projektów.

Więc w którym miejscu miałaby być rozwiązana sprawa, czyli zlikwidowany lub choćby tylko zmniejszony problem? No nigdzie. Przecież żadnej wymiany myśli nie było. Domorośli pisarze doszli, w swoim zadufaniu w ogóle nie „rozumią” o co chodzi i tylko chcą „przestrzegać” prawa czyli wysłać jakiś papier zwany odpowiedzią moje pismo. Ma on długaśny numer i jest zarejestrowany, że odpowiedzi udzielono terminowo i wymieniono tam wiele przepisów różnych (niech se chłop poszuka). Oni naprawdę wierzą, że to była wartościowa korespondencja i że coś z niej wynika! Zawsze, że nic nie trzeba zmieniać i wszystko jest w porządku.

A od poziomu korespondencji, wymiany myśli w ogóle zależy poziom eksploatacji wszystkiego. Ktoś jeszcze nie wie dlaczego tyle kiepścizny wokół?

RAFAŁ WODZICKI, ekspert eksploatacji

Zdjęcie z okładki książki o jubileuszu tramwajów: urodziny tramwajów elektrycznych (wagon typu A z Hamburga) to 27 marca, jak i mojej mamy. Tramwaj 105N ma za to odwróconą, na mój wniosek oprawę tablicy bocznej (żeby oprawa lampy nie zasłaniała napisu).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s