Kolejny przypadek korespondencji z biurokracją

W związku z otrzymanym kolejnym pismem o niczym, które jest dla mnie tylko kolejną mitręgą muszę pisać kolejne, żeby się nie zdało, że pańska zastępca coś załatwiła. Tego typu pism mam już dość do naukowych analiz działalności biurokratycznej i jej wpływu na eksploatację systemów.

„Węzeł” przesiadkowy wokół stacji Warszawa Toruńska

Żeby było śmieszniej, na tablicy w autobusie zauważyłem przystanek na żądanie o nazwie Pelcowizna. Nie było go widać, bo nikt nie wysiadał. Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież wiem, gdzie jest Pelcowizna, gdzie urodziła się moja babcia. Nie spodziewałem się jej gdzieś wśród ślimaków Trasy, po tej stronie torów.

Po raz kolejny: nie ma rozwoju, transportu, mobilności zrównoważonych – to bzdura.

Tak więc bardzo dokładnie widzimy sens eksploatacyjny słowa sustainable. Bo o sens eksploatacyjny, a nie o ozdobnik typu zrównoważony tu chodzi. Jaki ma być efekt działania, żeby coś było sustainable. Otóż chodzi dokładnie o to, aby rozwój był podtrzymywalny, trwały, znośny dla środowiska i nie powodujący jego degradacji!

Sympatyczne pyski autobusów a ciepła woda Tuska

W wielu krajach od dawna stosuje się podział na obszary organizacji transportu. Nie musi być to związane z działalnością gmin i innych okręgów administracyjnych. Powinna być to działalność niezależna od innych dziedzin gospodarki i niepodatna na kroki oszczędnościowe ratujące inne dziedziny. Trzeba pamiętać, że transport ludzi jest czymś potrzebnym z różnych przyczyn i przynoszącym ostateczne zyski gdzie indziej.