Dlaczego z „dyskusji” z urzędami wszelkiego typu nic nie wynika?

Nie wiedzą, że m. in. kultura polega na odpowiadaniu na temat i posługiwaniu się argumentacją fachową, anie na spławianiu interlokutora byle czym. Ale skot się siedzi w byle czym to jak poznać jak ma być? Taka piosenka była: Ja to się cieszę byle czym...

Dla spraw nie znaczy to samo co do spraw…

Rozumiem, że żaden dobry redaktor czy językoznawca tego nie widział, a jak widział to nie interweniował albo został zakrakany przez tych nierozumiejących. I tak to złe znów się stało wzorcem, bo przecież prawo ma być wzorcem postępowania, a bywa także językowym.